fbpx
single-image

Apokalipsa Bitcoina. Część 2

Koszmar spekulantów

Doświadczenie parkietów giełdowych z czasów róznych kryzysów pomoże wyobrazić sobie, co stanie się na giełdach po nagłym zakazie kryptowaluty. Kiedy jakaś giełda kryptowalut ma pierwsze oznaki trudności finansowych, jej użytkownicy zaczynają z niej wycofywać kapitał. A to tylko pogarsza pozycję firmy.
Jeśli klienci z giełd wycofają swoje środki, wówczas wolumen obrotu na nich maleje. Jest on głównym źródłem dochodów – giełdy zarabiają na prowizjach traderów za transakcje. Gdy sytuacja staje się krytyczna, platforma zwykle wyłącza wypłacanie kryptowalut, a następnie jej przedstawiciele mogą na przykład zgłosić bankructwo. Podobny przypadek miał miejsce w ubiegłym roku w przypadku polskiej giełdy Bitmarket.
Brak możliwości wycofania kryptowaluty ze swojego konta jest zawsze dużą niespodzianką dla większości traderów. Dlatego użytkownicy, nie rozumiejąc, co się dzieje, zaczynają panikować, sprzedawać wszystkie coiny i wymieniać je na waluty fiducjarne. W rezultacie cena aktywów cyfrowych waha się w górę i w dół, całkowicie ignorując średnią wartość rynkową.
W przypadku całkowitego zakazu kryptowalut ten chaos wpłynie na większość witryn. Z jednej strony taka burza jest idealną okazją do zwiększenia kapitału w ciągu kilku godzin.

Spekulant pozostaje spekulantem

Jak pokazuje praktyka, nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji zimnokrwisty spekulant pozostaje sobą. Jesienią 2018 r. Mała giełda Bitflip zbankrutowała. Okresowe przerwy w wycofywaniu kryptowaluty rozpoczęły się wiosną. Jednak bliżej września możliwość wycofania środków całkowicie zniknęła. Kiedy opinia publiczna została o tym poinformowana, na stronie zaczął się chaos. Kurs bitcoinów wzrósł do 20 000 USD, gdy średnia cena monet na rynku wynosiła około 6000 USD.
Niektóre kryptowaluty wzrosły setki razy. Powodem było to, że spekulanci zgłaszali, że określony token można nadal wycofać z wymiany. Użytkownicy przywiązujący się do ostatniej okazji, aby zachować swoje oszczędności, wymieniali “alty” na BTC, podnosząc w ten sposób jej cenę znacznie wyżej. Oczywiście wycofanie środków nie zadziałało.
Ponadto górnicy będą mieli problemy. Gdy kryptowaluta zostanie zbanowana, a wydobycie stanie się nieopłacalne, cały sprzęt wydobywczy straci swoją wartość. Jeśli karty graficzne nadal będą mogły być sprzedawane,to ASICi i inne urządzenia specjalizujące się wyłącznie w produkcji monet cyfrowych nie będą nikomu potrzebne.

Cios ekonomiczny

17 kwietnia naukowcy z Oxford University ogłosili na swoim blogu, że kryptowaluty mogą stanowić zagrożenie dla całego systemu finansowego. Eksperci twierdzą, że jeśli rynek aktywów cyfrowych i giełda są ze sobą połączone, to załamanie jednego może mieć wpływ na drugi.
„Jak uczy historia, w czasach kryzysu szczególnie ważne jest ograniczenie ryzyka systemowego, to znaczy, że ​​upadek jednej firmy lub rynku doprowadzi do całkowitego upadku systemu. Zatem identyfikacja słabych ogniw ma kluczowe znaczenie … Jeśli załamanie na rynku kryptowalut będzie związane z załamaniem na tradycyjnych rynkach finansowych, być może powinniśmy martwić się o ryzyko systemowe ”- powiedzieli naukowcy Oxfordu.
Jak pokazał luty i marzec, rynek kryptowalut jest bardzo wrażliwy na to, co dzieje się na giełdzie. Cena bitcoinów spadła po notowaniach wiodących światowych indeksów, amerykańskiego S&P 500 i niemieckiego DAX. Jednak z punktu widzenia gospodarki istnieje odwrotna zależność, która będzie tym wyższa, im więcej kapitału trafi do branży kryptograficznej. Powód jest następujący:
Zwykły obywatel jest głównym motorem gospodarki. Po pierwsze, kupuje towary i korzysta z usług. W ten sposób dochód generowany jest z przedsiębiorczości, która następnie staje się wynagrodzeniem dla pracowników. Firmy przeznaczają również część zysku na rozwój produkcji, aby ich produkty rosły pod względem jakości i ilości.
Po drugie, ludzie korzystają z usług banków. Są to przelewy i pożyczki, a co najważniejsze – depozyty. Kiedy jednostka powierza instytucji finansowej swoje oszczędności, daje jej kapitał obrotowy. Banki wykorzystują to na przykład do udzielania pożyczek przedsiębiorcom.
Kierują otrzymany kapitał na rozwój biznesu, dzięki czemu dostarczane produkty i usługi stają się lepszej jakości i ilości (znowu w teorii). Tak więc gospodarstwa domowe pomagają przedsiębiorczości.
Po trzecie, obywatele, a następnie firmy płacą podatki. Z kolei fundusze te przeznaczone są na rozwój infrastruktury finansowej i społecznej, kompleksu wojskowo-przemysłowego i tak dalej.
Innymi słowy, fundusze obywatela, gdy je wydaje lub inwestuje w banku, pracują dla niego i dla całego państwa. Z tego powodu, jeśli kryptowaluta nagle się deprecjonuje, uderzy w globalną gospodarkę bumerangiem: zwykli ludzie stracą część swoich oszczędności, w wyniku czego koszty spadną, a następnie spowolni wzrost PKB.

Fantazja czy przygotowanie na przyszłość?

Możesz myśleć o tym, cz kryptowaluty umrą i dlaczego tak się stanie. Opisany scenariusz jest jednak mało prawdopodobny. Rządy różnych krajów – konkurują ze sobą. Dlatego jeśli jeden zabrania bitcoinów, drugi może na tym skorzystać i zalegalizować zasoby kryptograficzne. Pomoże to w rozwoju technologii cyfrowej i przyciągnie kapitał, zarówno pieniężny, jak i mentalny.
Jednocześnie nie można zaprzeczyć, że same kryptowaluty w swej istocie są konkurentem dla rządów. Bitcoin był pierwotnie wymyślony jako system płatności niezależny od kogokolwiek. Z tego powodu prawdopodobne jest, że państwa, które emitują własne krajowe waluty cyfrowe, będą wywierać coraz większą presję na trudne do kontrolowania aktywa kryptograficzne. Dokąd to zaprowadzi – czas pokaże.

Zostaw komentarz

Your email address will not be published.

Zobacz również